• [VA: FLASH ]! #
  • okładka
  • okładka2
  • CIEPŁE BUTY
  • OCZYWIŚCIE
  • PIERWSZA ALERGIA (NIKOGO NIE MA W DOMU)
  • PRZED DRZWIAMI
  • ZWAŁ 19990831
  • KOŁYSANIE
  • PAPA I MAMA
  • LIMIT
  • PRZECIEŻ WIESZ
  • PODUSZKA NA LEWY POLICZEK
  • ELEGANCKIE ZAKOŃCZENIE
  • PIERWSZY I OSTATNI WIERSZ ŚLĄSKI
  • SCHEMATYCZNIE
  • LOGO (W OWYM CZASIE)
  • (POCZTÓWKA Z RYNKU)
  • PÓŁ GODZINY NA PONIEMIECKIM DWORCU
  • POSPRZĄTANE
  • ROZSTĘPY
  • ZAKUPY
  • ANTYPIA
  • NUDĄ
  • URO
  • INAKI
  • ACHIRA SETANTUM
  • KRAJ
  • NARODZINY NOWEJ TRADYCJI
  • NAD JEJ GŁOWĄ JĘZYKI OGNIA
  • PIRATTO, CZYLI MINUTA PRZED
  • MINUTA PO, CZYLI JESZCZE RAZ TO SAMO
  • JEST ŚRODEK
  • NIEBEZPIECZNIE BEZPIECZNY
  • BLADY NAJT
  • KREŚLENIE
  • PRZYWYKANIE
  • KONIAK?
  • NIEBIESKIE, ZIELONE
  • POD OBA
  • MAŁA PORCJA, ZA DUŻA
  • TĘGA JOLA
  • WIERSZYK DLA MIRKA MARCOLA
  • PRZYJECHAŁEM

Redaktor serii: Jerzy Bogdan Kos
Redaktor tomu: Karol Maliszewski
Rysunek i projekt okładki: Krzysztof Chara

ISBN: 83-89898-12-6

© Mirosław Marcol, Wrocław 2005

2 VULGARIS AUANTRA

CIEPŁE BUTY

-1-

Matka jest spokojna, chociaż
nie śpi. Dym z papierosów
ojca miesza się w jej płucach.
Drugie urodzi się z miłości.
Światła im nie trzeba. Tylko
w piecu rozpalić, bo nie można
już się schować.

-2-

Dzień, w którym się urodziłem
był pełen noworodków. Szpitale
stawały na głowie. Zimny luty

śnił się ojcu od miesięcy i noc
go przerastała. Spod ziemi warczał
jak pies i klął zaciekle, chociaż

jest rybą. Już wtedy pamiętał
każdą datę i melodyjnie puszczał
dym z popularnego powtarzając

nic nie znaczące: dzień, miesiąc,
rok. Nie pytałem, czy się cieszył,
kiedy urodziła mu drugiego syna?

Mirosław Marcol 3

OCZYWIŚCIE

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem
siostrę, miałem pięć lat, ona - kilka
dni. Wcześniej patrzyłem tylko
przez brzuch mamy. Leżała naga

na plecach i śmiesznie ruszała
rączkami i nóżkami. Nie płakała,
chciałem ją odwrócić, żeby mogła
sobie polecieć, ale pielęgniarka

zapytała: jak ci się podoba twoja
siostra? Ta biedronka? - pomyślałem.

4 VULGARIS AUANTRA

PIERWSZA ALERGIA (NIKOGO NIE MA W DOMU)

Kościół cały w kwiatach - odstrzelony
na święto, jak kościelny na Boże Ciało
i nawet krzyż jakiś weselszy. Wieczorem

ojciec nad łóżkiem powiesił mi obraz
z Jezusem: pukał do drzwi, które
klamkę mają tylko od wewnątrz.

Pomodliłem się do niego, a potem
śniło mi się, że patrzę na nieznajomego
okiem Judasza ? wtedy nie wiedziałem,

że wiara musi być ślepa.

Mirosław Marcol 5

PRZED DRZWIAMI

Idziemy przez kościół z Bogiem w książeczkach
do nabożeństwa, a obce wojska bawią się
na naszym podwórku. Uzbrojone po zęby
w radość i śmiech, budują zamek w piaskownicy.

Tyle szczęścia, możemy im oddać - mówi
najmądrzejszy, bo najsłabszy z nas. Czyści
i wyczesani. Ściśnięci w ośmiu w jednej
ławce. Cała godzina, aż bokiem wychodzi

ta dobroć - wytłumaczyć się Bogu i szybko
połknąć hostię, żeby ratować resztki honoru,
ale ksiądz łapie pięści na uwięzi różańców

i obce wojsko wycofuje się. Jednego złapaliśmy.
Skulił się w nic i kopnąć, opluć, czy nawet
uszczypnąć nie wypada - niewiele można

w stanie łaski uświęcającej.

6 VULGARIS AUANTRA

ZWAŁ 19990831

Kładliśmy na szynach monety
- pociągi je prasowały. Pieniądz
miał inną wartość, ale inflacja
rosła razem z nami. Niektórzy

gonili pędzące pociągi. Podróżni
machali do nich. Matki w tym czasie
prasowały nasze szkolne mundurki.
Świat był łaskawy, a my byliśmy

łaskawi dla świata. Dziś potwornie
stary, mając dwadzieścia jeden lat,
siedzę w przedziale i muszę pisać,

żeby nie zapomnieć o tamtych latach.
Nikomu nie daruję, nie macham,
bo za oknem nikogo nie ma.

Mirosław Marcol 7

KOŁYSANIE

Rysuję miejsca i twarze, przepisuję
dialogi - i tylko tyle mnie będzie, ile
wyznaczę. Nie zniosę czyjegoś bólu
z mojego. Matka widzi z daleka i mówi:

brat i siostra tak ładnie zawsze powiedzą,
co i gdzie ich boli, a ty taki zamknięty
w tym pokoju i ciągle piszesz, poeta jakiś
zrobił się z ciebie. Ogień liże mnie

suchym językiem, niecierpliwie głaszcze
włosy. Chodzę godzinę i jestem trochę
spokojniejszy. Ojciec zasnął z głową

na stole. Ona patrzy i prawie
się uśmiecha - róża
wrośnięta w kolec.

8 VULGARIS AUANTRA

PAPA I MAMA

2003/12/26

 

Śpi w fotelu, telewizor gestykuluje
bezgłośnie - wyłączyłem fonię.

Pokazują papieża, westchnęła
przez sen. Czasami wydaje mi się,

że bardziej wierzy
w niego, niż w Niego.

Mirosław Marcol 9

LIMIT

Mróz załatał przerębel lepiej niż mama
spodnie. Czytam głośno, żeby słyszała
za ścianą. Nocna zmiana zabrała mi tatę.
Niebo jest jak piegi na nosie półsieroty.

Przed modlitwą z parapetu zrzucam
karmnik, żeby wróble nie obudziły
dziobaniem. Odkręcam gaz i idę spać
- ojciec na pewno wróci zmęczony.

10 VULGARIS AUANTRA

PRZECIEŻ WIESZ

Co to za grzechy, że je dwiema dziesiątkami
można zmyć?

Żeby chociaż zapomnieć, jak już się Boga naprawić
we mnie nie da.

Mirosław Marcol 11

PODUSZKA NA LEWY POLICZEK

nigdy o tym nie mówiłem
ale ojciec też pisze
na ciele trenuje
a zdrowia ma coraz mniej

i widzę jak się męczy
z nałogiem śmierci w drzewie
pisze i nigdy nie rozmawiamy
kradnę mu książki on robi

piegi z fusów wróży jeszcze pluje
mi w oko żebym był zdrowy
i zawsze no prawie
się śmieje

12 VULGARIS AUANTRA

ELEGANCKIE ZAKOŃCZENIE

Święta, święta i po świętach, a potem
jeszcze przez dwa dni boli żołądek,
chociaż ona gotuje najlepiej - to pewnie
z nerwów, bo w telewizji co roku te same

filmy. Marszczę czoło, wzrok wbijam
w jeden punkt i napinam mięśnie twarzy,
żeby nie parsknąć grymasem. Nasza Biblia
jest pusta, słowa przekleństw pełne,

ale świętych i nie pamiętam, kto kogo zabił,
Kain Abla, czy odwrotnie? Boże, jak ten
czas leci - ale Bóg nie rozumie czasu.

Kto kogo kochał, Romeo Julię, czy odwrotnie?
Plącze się, jest tego za dużo, a w głowie
pisze się następny wiersz, gdyby tak ostatni?

Mirosław Marcol 13

PIERWSZY I OSTATNI WIERSZ ŚLĄSKI

Jestem ze Śląska, z górnego
i z dolnego, zależy skąd
wracam i dokąd idę.

14 VULGARIS AUANTRA

SCHEMATYCZNIE

Mógłbym zaczynać słowami, od których boli
głowa i nadgarstek, ale uczę się nowych
gestów, żeby zaimponować śmierci, jak kiedyś
paląc papierosy i pijąc wino. (Czyściec

jest tuż za progiem:) anorektyczne sny siadają
na powiekach, wbijają w nie swój kościsty
tyłek i nie mogę zasnąć. Patrzę na bliski wschód

słońca. Mógłbym chodzić jak Jezus i pukać,
ale pamiętam ten sen z dzieciństwa.
Młodość podszyta jest szarmanckim

uśmieszkiem, więc:
cierń się cieniu.

Mirosław Marcol 15

LOGO (W OWYM CZASIE)

W środku miasta, z policyjną obstawą,
droga krzyżowa niesie swoje ciało.
Węże tramwajów ślizgają się jak w pętli
niewinna szyja. Zamknęli mnie za pisanie

patykiem po wodzie - łatwiej dać wiersz,
niż powiedzieć: miłość. Ze strachu połknąłem
język, ale zerwałem się jak pies z łańcucha.
Bramy wyśmiały mnie podstępnie. Droga

krzyżowa zboczyła z trasy i udało mi się
wmieszać. Odwróciłem się i zobaczyłem
jak szybko cisza wysuszyła kałuże.
Słońce od teraz rzuca cień na wiele.

16 VULGARIS AUANTRA

(POCZTÓWKA Z RYNKU)

Dwa wróble skaczące przed ławką, na której
odsiaduję wyrok w zawieszeniu. Dwa słowa,
które bez przerwy powtarza stara i nienormalna
kobieta, do starej i nienormalnej kobiety. Dwa
uderzenia zegara z ratusza, więc czas nie stanął

w miejscu. Druga zwrotka tego wiersza, bo kiedy
nie ma się już o czym pisać, pisze się o pisaniu.
Dwie monety, które jeszcze nie wiem, po co mam
w portfelu. Dwa okna w kamienicy naprzeciwko,
otwarte jak tabernakulum. Dwie ręce, z których

jedna pisze ten wiersz, a druga drży. (Kiedy
nie ma się już o czym pisać, pisze się
o pisaniu.) Dwie setki wódki z sokiem, o których
ciągle myślę w bólu głowy. Dwa stopnie Celsjusza
w powietrzu, jak „sterłej tu hewen". Dwa kundle

olewające latarnię. Dwie dwóje, które dostałem
ze sprawdzianu w trzeciej klasie podstawówki
z polskiego - jedna z ortografii, druga z gramatyki.
Dwie puenty i dwie pointy - nic, o czym warto
pamiętać, kiedy nie ma się już o czym pisać.

Mirosław Marcol 17

PÓŁ GODZINY NA PONIEMIECKIM DWORCU

Perony wypełnione zniekształconym
głosem. Dworzec od środka jak wyschnięte
akwarium. Żadnej mgły, żadnej metafizyki.

Gołębie srają na wszystko i najlepiej
na tym wychodzą. Szczury łażą pod dachem
na zardzewiałej konstrukcji - Bóg i czas,

to ta sama cierpliwość. Cały miesiąc
pokazywała mi obrazy z wiatrem, a teraz
płacze, chociaż nie uciekam. Płacze

jak kobieta na zewnątrz deszczu i nie będę
jej okłamywał, chociaż potrafię. Z obłędu
wyrywa gwizdek. Podstawili go i popsuł mi

cały wiersz - spłoszył gołębie, szczury
i latającą rybę, którą wreszcie
zobaczyłem nad jej głową.

18 VULGARIS AUANTRA

POSPRZĄTANE

Czasami, tak potrzebuję kobiety, że staję się
jakąś gwiazdą porno. Ostatnie kuszenie przed
północą nie zmienia faktów: dym objął nagiego,
światło zalało krew przez układ nieznanych

pierwiastków i chyba niczego innego nie jestem
w stanie sobie wyobrazić. Teraz jej nie wypuści,
nawet gdyby chciała się wyrwać. (To już nie jest
poezja, to tylko gra słów:) bicie serca za miastem

dla takich wieczorów. Okrutnie wilgotna i zbyt
spięty, żeby jeszcze być kochankiem w półmroku
hotelowej przygody, więc zasnęli bez pomysłu.

Rano na prześcieradle znalazłem włosy
łonowe i rozpłakałem się jak mężczyzna.
Wszystkie oddechy wyrzuciłem do kosza.

Mirosław Marcol 19

ROZSTĘPY

Mam dar przepowiadania najgorszego.
Masz ze mną coraz trudniej. Za oknem
ciągle bez zmian: zima trzyma się
wszystkiego, ale dzień jest delikatny

i nawet ostre powietrze można przytulić
bez lęku. Na złość lepszy jest gwałt,
niż pocałunek. Budzi mnie pusty żołądek,
pełny pęcherz i jakaś nostalgia. Tabletka

rozpływa się po ciele. Przeszłość można
zapomnieć, albo wymyślić. Na pustej kartce
kolejność ustalił przypadek, w głowie
i w żołądku wszystko już poukładane.

Nie jadam brudnymi sztućcami, nie piszę
bez cenzury. Inna być nie chcesz:
chora i obłąkana, ale sens znasz lepiej
i cierpisz najwyraźniej.

20 VULGARIS AUANTRA

ZAKUPY

Po pewnym czasie wszystko traci
swoją gwarancję. W tym wieku nie wypada
pisać wierszy. Coraz więcej łupieżu,
a coraz mniej włosów i jeśli dziura

w skarpetce, to tylko przez sentyment.
Jak zrewolucjonizować poranne kłótnie?
Niosę torbę z zakupami jak święty Mikołaj,
z uśmiechem pod językiem. Sumienia

już prawie nie używam. Dajesz na życie,
ja na śmierć - wystarczy przejrzeć rachunki.
Pogoda nie sprzyja wyjazdom za granicę

bladości. Wrocław to kra płynąca Odrą.
My i ci z dworca ulepieni jesteśmy z gliny -
wystarczy przejrzeć na oczy.

Mirosław Marcol 21

ANTYPIA

Nasza skromność to krucjata. Modlitwy
odmawiamy w ukryciu, żeby nie widział
zaciśniętych ust, zmieszanych linii
papilarnych i brzydkich zdjęć

w paszportach. Jest pięknie, kiedy liście
smucą się pod stopami, stworzenia Boże
nic nie czują, cukier i krew są słodkie,
a niebo oszczędza pokus. (Podkreślam

to, co warte podkreślenia. Podpowiedź,
czy zabieg chirurga?) Duchy śmieją się
z nas, że nie będzie nam dane, ale one
o tej porze są krótkowzroczne i ospałe,

a prześcieradła ich ciał pożółkłe. Gryziemy
powietrze, pijemy herbatę, poruszamy
palcami u stóp - jak widać czasami
nie odmawiamy sobie niczego.

22 VULGARIS AUANTRA

NUDĄ

Samolot wleciał w chmurę. Słońce
puszcza do nas oczko. Jestem
jeszcze bardziej nieśmiały. Drzewa
to palce, przez które patrzę na ciebie.

Wiatr lekko piaskiem przesypuje
czas. Świerszcze mruczą pod nosem
wesołe melodie, jak babcia
przed emeryturą. Powietrze jest

przezroczyste i nagle rozcięłaś
sobie palec na twardej trawie.
Pagórek w oddali wstrzymał
oddech. Przypomniałaś sobie.

Mirosław Marcol 23

URO

Śnięte ryby źle śpią na poduszce
stawu. Coraz mniej księżyca,
aż chce się wyć w biały dzień.

(Nie lubię niektórych dat.) Dzieci
łapczywie zjadły tort urodzinowy
i teraz bolą brzuchy. W trzeciej klasie

zalazł mi za skórę i jeszcze pamiętam
- był blady, jak ja teraz. Za ścianą
uczył się grać na skrzypcach.

Nadchodzą święta
i lodowatym spojrzeniem
znowu patrzymy na niebo.

24 VULGARIS AUANTRA

INAKI

W lustrze jest tak samo i nie można
odróżnić tandety od płaczu, ciebie
ode mnie. Po śnie, lecz jeszcze
w nocy. (1:03) Wyrwany i piszę.

Dopiero uczę się pisać w taki sposób,
żebyś była zazdrosna o to pisanie,
żebyś chciała czytać - jakbyś śmiała się
do łez. Omijasz symetrię, bo wiesz,

że ono już jest, ale przyjdzie później,
żeby tylko Bóg nie zmienił się do tego
czasu. (1:10) Lekarze szukają choroby,

a my po kątach chowamy resztki
młodości, nie robimy szumu wokół
siebie - i wszystko ni stąd się bierze.

Mirosław Marcol 25

ACHIRA SETANTUM

Leżysz w śniegu i udajesz, że śpisz.
Kiedyś oddałabyś wszystkie pieniądze,
żebym cię wyjął jak ziarenko piasku
z oka. Kolory widzimy inaczej, nawet

tę przezroczystość, tę pierdoloną
próżnię rozumiemy na swój sposób.

Stoisz na brzegu i udajesz, że toniesz.
Odkryłaś bliznę na jeziorze i mówisz,
że też tak potrafię. Z czystym sumieniem
sam sobie możesz dopowiedzieć: strach

mnie kołysze, jakbym był
dnem jeziora.

26 VULGARIS AUANTRA

KRAJ

Jestem nudny i sentymentalny. Prześladują mnie
cyfry, kształty i kolory, bo nie daję z siebie, żeby
było więcej. W mojej rodzinie nie było większych
wariatów. To śmierdzi dramatem. Mógłbym kończyć

w odpowiednich momentach, ale jestem raczej
wrzodem na tyłku, niż tatuażem na silnym ramieniu.
Moja ulubiona płyta zacina się na drugiej piosence
- na radio i przyjaciół nie mogę liczyć, na ciebie

nie mogę się doczekać, więc
zlituj się i wreszcie się wzrusz.

Mirosław Marcol 27

NARODZINY NOWEJ TRADYCJI

Czas jeszcze nigdy tak bardzo
nie stał w miejscu jak w tej chwili
- określenie wieczności po
drugiej stronie medalu słowa.

Lwów jest z filmów Lynch'a
polski Lwów i polski Breslau
- mówię dużo więcej, niż
ktokolwiek potrafi usłyszeć.

(Ostatnia zapałka biegnie przez mrok
jak robaczek świętojański. Coraz mniej
lubię to miejsce, zimne i wilgotne:)
mosty są jak przepaście - zamiast

kłamstwa                        milczenie

miasto-rzeka płynie,
pod prąd czasu.

 

2001

28 VULGARIS AUANTRA

NAD JEJ GŁOWĄ JĘZYKI OGNIA

Nałykała się z miłości - ciało jest po to,
żeby zakopać w nim prawdę. Powoli umiera
mi ostatnie miejsce do pisania, ale jej
pozwalam przeżyć. Niektórzy mają mniej

szczęścia w nieszczęściu. Wyrwałem ostatnią
kartkę z zeszytu, zrobiłem coś tam z origami
i zaniosłem jej do szpitala. Wirusy się
przemieszczały, mutowały nowotwory, słońce

zgarbiło na niebie. Chyba z głodu rozebrałem
do rosołu przechodzącą za oknem panienkę.
Zasnęła, bo we śnie narkotyki są zdrowsze,

a ojciec częstuje papierosami, chociaż rzucił.
Mój dealer mówi, że spotkamy się w tym
samym czyśćcu. Cuda lubią się przytrafiać.

Mirosław Marcol 29

PIRATTO, CZYLI MINUTA PRZED

Przeszukują szuflady i kieszenie, ale jeszcze
nie wiedzą, że mam podrobione dokumenty.
Udaję studenta prawa i jednym okiem podrywam

studentki socjologii. Punkt, w który mogłem
patrzeć, zniknął ze wszystkich map, więc
trzymam się takiej rzeczywistości, jaką mi

rozkołysano. Stroją nade mną najgroźniejsze
miny i coraz rzadziej zaglądam do kieliszka,
częściej sportuję ciało, niż dewastuję. Poradzisz

sobie - podpowiada gorsza połowa
mózgu, ale przydała by się taksówka,
jakaś ewakuacja.

30 VULGARIS AUANTRA

MINUTA PO, CZYLI JESZCZE RAZ TO SAMO

Wszystko smakuje jak jazda taksówką,
kiedy za plecami bezpiecznie zdychają
pomyłki. Rozdzieliłem ciało twoje

i bolisz, a niebo w deszcz nadstawia drugi
policzek. Uciekam od stóp, od głów,
od kłucia w kręgach bliźniaczo podobnego

do twojego systemu. Chociaż jesteś
kluczem do tego miasta prosisz,
żebym został, bo tam umierają ludzie.

Przerwana cisza, jak najlepszy
szampan podany do stolika
z dedykacją: udław się.

Mirosław Marcol 31

JEST ŚRODEK

Obraz Matki Boskiej ukazał się
na szybie jak ikona na pulpicie
cerkwi. Tyle w tym oknie nieba,
że nie chce się wierzyć.

W ich modlitwach nie ma Boga -
wyczytuję z opakowania chińskiej
zupki, zrobionej na dalekim wschodzie
Polski. Kawa wypłukuje magnez

i wapń - kości rzucone i na starość
wyjdzie młodość, teraz pęka skorupa
dzieciństwa. Potrzebuję więcej
witaminy Ce, niż potrafię wydalić.

32 VULGARIS AUANTRA

NIEBEZPIECZNIE BEZPIECZNY

W prawdziwym życiu nie ma, że boli. Nie podlała
kwiatów, ale jej nie powiem. Otwieram okno, żeby
wpuścić więcej słońca. Robotnicy klną ciszej
ode mnie. Komin wystaje ponad kaplicę. Wzrok

jest jak nasienie. Za jej plecami, dotykam innych.
Lidia ogląda telewizję. Wierzyć w śmierć,
czy bardziej w miłość? Pies już od dawna
podejrzewa mnie o najgorsze. Chciałbym wreszcie

położyć się pod gołym niebem. Chmura oplotła
komin. Wiszę na parapecie. Wszystko się dłuży
- czas wypełnia niedostatki pamięci.

Nie wiedziałem, że tak kurczowo można
trzymać się pilota. Głowę mam pełną kości,
rzuconych na głęboką wodę.

Mirosław Marcol 33

BLADY NAJT

Wszystko smakuje inaczej. Inaczej być
nie może: ono milczy, ty coś czytasz, a noc
bredzi - pełna wódki i śpiewu ptaków. Broń
Boże nie wychodź z domu bez karabinu -

jesteśmy w stanie wojny ze wszystkimi
sąsiadami. Zza pleców światło patrzy
na ręce, a linie papilarne rozmarzone
nad ciałem, którego jeszcze nikt

nie podrobił. Dotknięcie skamieniałej
piersi: ty zawsze coś czytasz. Ono śpi,
ale bredzi przez sen, że nas nienawidzi.
Nie potrafię obudzić w sobie dziecka

- dzieci kłamią i płaczą. Wolę grać
jazz z tamtym facetem; z tamtą kobietą
- którą doprowadziłem do takiego stanu
już nie będę rozmawiał. Czytasz. Milczy.

Nie wychodź! Przeklęte reklamy i przeklęta
pogoda. Wszystko smakuje inaczej. Chleb
nam pleśnieje, ale nie wiemy, kiedy
spleśnieje nasza rocznica.

34 VULGARIS AUANTRA

KREŚLENIE

Obcy oddech w szafie, to twój płaszczyk.
Pretekstem do zabicia czasu, jest wyjście
na świeże powietrze. Nie tylko umarli tracą
poczucie humoru. Ktoś obcy w wierszu

odkłada wszystko na później: styczeń,
albo grudzień - kalendarz cofa się,
tak jak chce pamięć. Pomiędzy wierszami

napisałaś: wyszłam i nie wrócę -
na odwrocie paragonu z porannych
zakupów, po które zapomniałem pójść,
nie oderwany od swojego widzimisię.

Zobacz, do czego to doszło -
pomyślało, któreś z moich ja. Próbuję
zamknąć za ciasne puste szafy.

Mirosław Marcol 35

PRZYWYKANIE

Ten, który błogosławił usta i dzieci twoje
włóczące się po nocy. Leć, leć, niech skrzydła
okiem i ptaki, i zeszłoroczne zimne łóżko.
Spłoszyć małe zwierzę - prawdziwe, żywcem

spłoszyć. Kwas zeżre ciało, aż go kości
- litanią, której znać nie możesz - wywabią.
Nie ma takiego grzechu, żeby sumienie
pokutę wskazało. Jałowy refren, który

pamiętam lepiej od pierwszej miłości.
Pęka dokładnie tam, gdzie błonka na
cienkim lodzie. Radość radością, jak ślepy
jest nabój. Wiem, że we śnie mógłbym

więcej, ale cuda milczą i chcesz wynająć
adwokata, który jak chirurg podzieli
łóżko. Czytać się boję i tobie pod oczy
skrzydłami ptaki rzucam jak ptaki.

36 VULGARIS AUANTRA

KONIAK?

Myślałem: raczej nic już cię nie zdziwi stary, ale
zostałem podekscytowany nihilizmem krajowego
produktu, odpadem kultury bliskim załamania

rynkowego. Z kilkuset niemożliwości wybrałem
jedną możliwość - z wody i z mydła powstałem
czysty. Spokojnie machałem jakąś gałązką

z oliwką, czy raczej wisienką moczoną
w niesmacznym spirytusie. Ażeby ducha
nie wyzionąć zagryzałem wargi pierwszej

napotkanej nimfie: wszystko z tobą w porządku,
wariacie? Nie, nic ze mną nie jest i w porządku
też. Zobacz, jakie mam ręce i jakie mam

w sobie odpady. Dryblas zawitał pewnego dnia
do twoich stóp i umył ci talerze - opowiadałaś
w zachwycie, a mnie się piana i prysznic

przypominał, choroba ospałych buddystów
i starych budynków, nerwy i stradanie zmysłów.
Będzie, o czym opowiadać wnukom

sąsiadów, albo obłokom, które nie chcą
spojrzeć w oczy, nawet po trzeciej szklaneczce,
nawet po deszczu, nawet po takiej emigracji.

Mirosław Marcol 37

NIEBIESKIE, ZIELONE

Plan na najbliższe lata.

Jak to się wszystko potrafi ułożyć (12:51). Deszcz
zaczyna padać punktualnie. Po prawej stronie
szukam serca, a w kieszeniach mam schowane
żywoty świętych - może nie jest za późno? Wyśniłem

wielki podwodny świat, ale zrezygnowałem. Ktoś był
tam wcześniej, a ja muszę mieć jakiś margines, chociaż
nawias, swoje pięć minut i pięć groszy z tego. W wierszach
od zawsze jest zimno i wilgotno - taka pogoda niczego

od nas nie wymaga. Możemy się lekceważyć, dosłownie
pływać w tej akupunkturze. Tylko się nie przebieraj.
Tylko mi matki nie przypominaj i ojczyzny nie

wypowiadaj. Tylko mi przyszłość zmień na lepsze
i kołysankę śpiewaj, i głaszcz, i nuć tę cichą kolędę,
kości narysuj, przykryj kołdrą, i poddaj się kamieniom.

38 VULGARIS AUANTRA

POD OBA

Księżyca nie można śpiewać leżąc.

Albo kawę jak parzysz pół godziny, a potem
w dwie minuty wypijasz. Zresztą trudno
zrobić całość, tylko z resztek czegoś - i nie wiem,
bo w kokonie koca tli się rozmowa we mnie,

która najchętniej rozpierdoliłaby to miejsce,
i nikt nie chce śmiać się z tobą przez łzy.
Lubię, kiedy czytasz i wiesz, że to o tobie, chociaż
krzyczysz, bo nie chcesz tu mieszkać, w tym stanie.

Chyba ktoś wprowadził pewien dystans w wierszu,
przez który można przelecieć bez zadyszki? Ktoś
chyba ustalił granicę dobrego smaku, nawet
w makdonaldzie. Do końca filmu została ostatnia

scena, potem światło się obudzi. Bankomat oswoi
nas ze śmiercią i już nigdy nie pomylisz mnie
z bohaterem, kiedy pójdę pod skórą nieba, kiedy
po przebudzeniu rozczeszę resztki twojej płci

i ustalimy, że ostatecznie
jest nam przykro.

Mirosław Marcol 39

MAŁA PORCJA, ZA DUŻA

U pana jeszcze nie byłem. Mam już wszystkie słowa
do tego wiersza - jest jak pijany nastolatek, statek
też pijany. Są takie miesiące, że brakuje spokoju

i łażę z jedną książką, której nie czytam. Postu
nie ma i źródło, które pleśni. Gapię się w kalendarz
- nawet czas mi nie wystarcza, żeby się zestarzeć.

Mogę zamknąć oczy, mogę próbować przecierać
szlaki. Jakaś choroba - tak, żeby bolało, żeby nikt
nie dzwonił, nie pisał, żeby żarty się skończyły.

Znowu wojna, a ja muszę wyjść. (Coś za dużo
tej wojny.) Sala płacze, a ja wychodzę bezpowrotnie
i bez pocieszenia córek. Wysoko montuję teleskop.

40 VULGARIS AUANTRA

TĘGA JOLA

Pcha się na plakaty afiszując nagość
boskich ud. Nie znam języka, ale wszystko
rozumiem, bo siedzi tak, że widać jej
serce. Tandetne podniecenie jest gorsze

od cudzołóstwa. Może kłamać, ale nie musi
być dziwką. Sny zawsze wiedzą najlepiej,
bo głupie są sny. Jesienne nałogi, co roku
przychodzą wcześniej. Podeszwy po deszczu

wyschły, chociaż to już inna para kaloszy.
Zjadam kradzione i uciekam. Zamiast jabłek,
pomarańcze - niezrozumienie dla posiłków
i takiej literatury, a ona i pyta przechodniów:

gdzie mój chłopiec?

Mirosław Marcol 41

WIERSZYK DLA MIRKA MARCOLA

Kwiatek w lufę, lufa w nos.
W nie swoje sprawy zatopiony po uszy.
W bagnie nie swoich spraw zatopiony
po duszę, a tu jesień - może jeszcze

coś zaskoczy. Krew oddaję za darmo
- pomaga mi to zasnąć obok ciebie.
Za rękę prowadzimy się nawzajem
przez tunel: potem wychodzę, ty jeszcze

śpisz, kiedy wracam czekasz odwrócona,
oczy masz zamknięte - wiem, więc nie podchodzę;
słyszysz, że jestem, ale nie oddychasz; siadam
i patrzę na lodówkę, otwieram ją: życie jest
dziwne? Potem się budzę i budzę ciebie.

Wstajemy, powoli tłuczemy się po kuchni,
kłócimy w łazience, krzyki jednak nie nasze.
Na wpółmartwi zbroimy się mocno i po zęby,
żeby w nie swoje sprawy się mieszać,
z przerwą na coraz płytszy sen i płytszy
oddech. Kwiatek w nos, lufa w lufę.

42 VULGARIS AUANTRA

PRZYJECHAŁEM

Granicy nie przekroczę - to nie moje
święta. Obudziłem się w południe
wypoczęty jak nigdy. Nie wyjadę
i przestanę głupio żartować. Znowu

rozmawiam z roślinami i nie tęsknię.
Zakopałem wojenny topór, więc proszę
o wybaczenie, bo nie pamiętam,
kiedy ostatni raz tak dobrze spałem.

Zupełnie legalnie napiszę wiersz
i nielegalnie przeczytam ci go, jeszcze
przed premierą. Nie wiem dlaczego,
pozwolę ci skreślić twoje imię.

Mirosław Marcol 43